wtorek, 7 kwietnia 2015

Opowiadanie Norrahy

 Był piękny ostatni dzień wiosny nie miałam pojęcia, że właśnie dziś zmieni się moje życie. Wiatr wiał z południa. Słońce lekko chowało się za horyzont. Elfka nie wiedziała czy nie powinna zajechać do karczmy i tam przenocować. Wreszcie po kilku minutach weszła do przydrożnej Tawerny. Już po otwarciu drzwi doleciał do niej mocny zapach wódki i innych trunków. Cały budynek oświetlał jedynie nikły blask świecy, dziewczyna podeszła do faceta stojącego za ladą.
- Znajdą się jakieś wolne pokoje?
- Niestety panienko, wszystkie pokoje już zajęte. Noc idzie droga przez las nie bespieczna bardziej, wszyscy szukają bezpiecznego schronienia a to jedyna karczma w okolicy.
- A, więc ruszam dalej- powędrowała w stronę do drzwi wsiadła na konia i pojechała dalej.
 Zmierzch czaił się za rogiem a ona jechała przed siebie coraz głębiej w las.
 Ładnie tu nawet o tak późnej porze może tu zamieszkam trzeba się w końcu ustatkować mam już dość po dziewięciu latach wędrówki. Zboczyła z drogi szukając jakieś jaskini do odpoczynku szła obok drzew i wreszcie znalazła coś niesamowitego piękną jaskinie z ciekawym widokiem na jezioro przywiązała konia do drzewa wypakowała się i poszła spać.
 Następnego ranka wyszła z jaskini jej koń popatrzył na nią i zrozumiała, że jest obserwowana.
 Postanowiła iść znaleźć coś do jedzenia, wzięła łuk i kołczan ze sobą, szła tak chwile i nagle dostrzegła tułów sarny napięła cięciwę i podeszła bliżej niestety nadepnęła na gałąź i wypuściła strzale, która wbiła się w drzewo.
- Co ty robisz? – zapytało stworzenie
- Ale, jakim prawem mówisz ty sarno - powiedziała jeszcze zaszokowana tym, że nie trafiła.
 Postać wyłoniła się w całości za krzaków.
- Wypraszam sobie, ale ja nie jestem sarną - powiedział najwyraźniej faun, którego dostrzegła po chwili.
- Och wybacz wzięłam cie za ….- Nie dokończyła - ale z boku wyglądasz jak sarna.
- Rozumiem - Powiedziała dziewczyna. Miała długie blond włosy i jasną sierść na zadzie przez plecy przewieszony kołczan a w ręce łuk. Jej twarz pokrywały piegi miała jelenie rogi wychodzące z głowy. Była trochę podobna do faunów, z którymi bawiłam się, jako małe dziecko.
- Jak cie zwą? Mieszkasz tu? Czy to twój las? Są tu inni? Mogę tu zamieszkać? - Zapytałam nie chcąc się wpraszać w czyjś las.

 (Eileen?)

__________________________________________

Wybacz, ale muszę to napisać.
Błagam, popracuj nieco nad interpunkcją, ortografią i przede wszystkim spójnością. Martwi mnie to, że prawie w ogóle nie uchwyciłaś charakteru postaci - ani swojej, ani mojej. Po to istnieją różne osobowości, aby jakoś oddziaływały na zachowania :) Ogólnie całość prezentuje się nieźle, chciałam jedynie zwrócić ci uwagę, by było jeszcze lepiej.
I dodaj więcej opisów, bo opowiadanie jest troszkę blade.
Wybacz, że ingeruję w twoją pracę.

Adminka

środa, 18 marca 2015

Nowa postać - Devin


Imię: Devin (dla przyjaciół Dev)
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Pół-żywiołak ognia
Wiek: 19
Charakter: Dev należy do osób... których nie wiadomo jak interpretować. Rzadko się uśmiecha, lecz jest dosyć wesoły. Patrząc na niego, nie można odgadnąć co czuje czy myśli, ponieważ jego twarz prawie zawsze pozostaje pusta i beznamiętna. Dopiero słuchając jego głosu jest się w stanie wyłapać jego emocje. Rzadko się uśmiecha czy śmieje, ale jest wesoły. Jeśli się już odzywa (a nie robi tego zbyt często), jest ironiczny i arogancki. Mało o sobie mówi, jest dosyć tajemniczy. Mimo, że nie lubi przebywać w dużej grupie, szybko przystosowuje się do sytuacji. Jest piekielnie inteligentny i sprytny, dzięki czemu łatwo mu rozwiązać każdy napotkany problem. Łatwo się przywiązuje do ludzi, dlatego stara się trzymać od nich z daleka, aby czuć się niezależnie i bezpiecznie. Trudno jest mu zaakceptować osoby, które go otaczają, dlatego rzadko odnosi się do nich grzecznie. Ma jednak duży szacunek do wszystkich, a szczególnie do kobiet i zawsze stara się go okazywać. Lubi ryzyko i walkę, ale tylko po właściwej stronie. Jest bardzo sprawiedliwy i obiektywny, ale i lojalny. Nigdy nie wbiłby przyjacielowi noża w serce.
Relacje: -
Rodzina: Czternastoletnia siostra Ellie
Partner: "Czemu nie?"
Umiejętności:

- Zmiana w żywioł ognia -
Zgodnie ze swoją rasą, Dev potrafi zmienić się w ogniową postać. Dzieje się to samoistnie, często bez jego aprobaty, gdy się zdenerwuje. Nie kontroluje się wtedy, dlatego nienawidzi tego robić. Nie da się go wyrwać z tego stanu, chyba, że sam z niego wyjdzie. W małym stopniu może także manipulować ogniem np. bawić się płomykiem świecy, podpalać małe obiekty itepe.

 - Inteligencja -
Dev jest bardzo inteligentną osobą, dlatego w walce stawia głównie na swój umysł. Potrafi przewidzieć ruch przeciwnika i bardzo szybko opracować odpowiedni atak. Wymyśla działające i genialne taktyki, jest dobrym strategiem i taktykiem

- Broń biała -
Używa małych i lekkich sztyletów, łatwo mieszczących się w bucie lecz głównie korzysta z cienkich i bardzo bolesnych biczy, które czasem podpala dla lepszego efektu.

Historia: Przez całe życie spokojnie sobie żył i mieszkał wraz z siostrą i matką. Niestety ich matka zaginęła, co wywróciło ich życie do góry nogami. Ojca nigdy nie znali. Prawdopodobnie był nim jednak mistyczny żywiołak ognia. Jak do tego doszło, nie wiadomo i nigdy nie będzie to wiadome. Teraz prowadzi nadal spokojne życie, opiekując się młodszą siostrą. Historia krótka acz urocza.
Właściciel: Dev (howrse)
Ciekawostki:
- Dev jest nałogowym palaczem. Naprawdę bardzo dużo pali. Bardzo dużo. -
- Najważniejsza dla niego jest jego siostra. Potrafi zabić, aby nic jej się nie stało. -

wtorek, 17 marca 2015

Mała zmiana

Wybaczcie za tak nagłą informację, ale muszę wprowadzić drobne zmiany w zasadach bloga, bo inaczej urobię się po łokcie, a przecież ja także posiadam swoje obowiązki i muszę mieć na nie czas. W związku z tym nie mogę ślęczeć całe dni nad blogiem. Oto dwie nowe zasady:

1. Nie będę poprawiać błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i stylistycznych w waszych formularzach i opowiadaniach. To praca korektora, który bierze za to realne pieniądze. Każde opowiadanie będzie wstawiane w takim stanie, w jakim je mi przysłano. O korektę zadbajcie sami.
2. Wszystkie nowe postacie oraz opowiadania będą wstawiane w środy oraz weekendy. W resztę dni musicie cierpliwie czekać, macie wtedy czas na dopracowanie swoich dzieł i przesłanie mi ich. Proszę o cierpliwość i wyrozumiałość - ja też mam życie.

Dziękuję za respektowanie tych zasad :)
Cześć!

poniedziałek, 16 marca 2015

Opowiadanie Eileen - "Nikt nie lubi być sam"

(To opowiadanie jest kontynuacją opowiadania Terrwyn)

 Nie za wiele z tego wszystkiego rozumiała.
 Tajemnicza ciemnowłosa dziewczyna szła przez las bardzo szybkim krokiem, nerwowo rozrzucając suchą ściółkę na wszystkie strony. Widocznie puściły jej nerwy po wymianie zdań z tamtymi bandytami. Ciekawe, kim oni dla niej byli, pomyślała Eileen. Przyjaciółmi, rodziną? A może towarzyszami broni lub... niedoli? Nie wiedziała, choć z chęcią przyjęłaby tą informację. Pierwszy raz od dłuższego czasu widziała w okolicy jakąś rozumną istotę, jeśli nie liczyć leszego i tego zagubionego Słonecznego Elfa, który pod koniec lata szukał drogi do Xaerthesheft.
 Parzystokopytna przyśpieszyła kroku, bo nie zostawać w tyle. Szkarłatnooka, którą przezywano chyba Blizną, wyraźnie starała się pozbyć jej towarzystwa. Pomimo wszystko, Eileen się nie poddawała. Ta dziewczyna była teraz sama. Nikt nie lubi być sam.
- Te, sarna, odwal się ode mnie, dobra? - Blizna zatrzymała się i odwróciła do fauna - Odeszłam z tego zbiorowiska oszołomów, więc nie mam ochoty włóczyć się z jakimś poronionym stworzeniem, które ma rogi na głowie...
 Blondynka złożyła usta w smutną podkówkę, schyliła głowę i posłusznie odeszła.
 No, udała, że odchodzi. Potruchtała na wybrzeże Małej Rzeki, gdzie zostawiła swoją dzidę. Wiedziała, że bliznowata wojowniczka i tak w końcu trafi na ten zbiornik. Przecinał on las dokładnie w połowie, a szkarłatnooka nie zmieniła kierunku podróży. Samica weszła więc w spokojną wodę i oparła się na drzewcu włóczni. Nie miała potrzeby polować na więcej ryb, bo była najedzona. Chłodny, orzeźwiający nurt wymijający jej ciało i chłodząc zmęczone mięśnie znacznie poprawiał jej humor. Przychodziła tu codziennie. Traktowała tę rzekę jak coś, co elfy zwykły nazywać sauną.
 W końcu usłyszała jej miękkie, kocie kroki. Spokojnie przeniosła swoje spojrzenie na przybyszkę, której poliki poczerwieniały z gniewu. Bliznowata weszła dziarskim krokiem do wody, ale uskoczyła, gdy tylko chłodna ciecz przesiąkła jej przez buty.
- Śledziłaś mnie, młoda? - zmrużyła oczy - Mówiłam, że masz mnie zostawić.
- Favnette tu mieszka - dziewczyna starała się jak najdokładniej odtworzyć z pamięci słowa, które niegdyś przeczytała w podręczniku - Favnette chodzić może, gdzie chce.
- Nie obchodzi mnie, że jakaś sra-w-net tu mieszka. Masz zostawić mnie samą.
 Blondynka odwróciła się tyłem do rozmówczyni i wpatrzyła w krzaki delikatnie falujące pod wpływem wiatru. Po chwili wyłonił się z nich lis, lecz szybko uciekł, gdy ciemnowłosa wojowniczka cisnęła w niego kamieniem. Eileen posmutniała jeszcze bardziej. Wyszła na brzeg i przyklęknęła, zaczęła mącić wodę zesztywniałymi z zimna palcami.
- Favnette nie zostawi cię samej - stworzenie przeniosło wzrok na dziewczynę, której zła mina nieco zrzedła - Favnette była sama bardzo długo. Nikt nie lubi być sam.
 Bandytka z blizną chyba się poddała. Położyła się na ziemi i westchnęła bardzo głęboko. Po chwili roześmiała się, czym wystraszyła łanię. Eileen aż podskoczyła na dźwięk gardłowego chichotu.
- Tak, nikt nie lubi być sam - Blizna wpatrywała się w delikatne, błękitne obłoki sunące po niebie - Tylko jest taka drobna różnica, sarno. Ja całe życie byłam sama. Całe życie. Przez prawie dwie dekady nie znalazł się nikt, kto mógłby mi współczuć lub mnie pocieszyć, przez dziesięć lat nie miałam do kogo gęby otworzyć. I wiesz co? Sram na twoje propozycje. Umiem poradzić sobie sama, nie potrzebuję niczyjej pomocy. Lepiej niech już tak zostanie.
 Blondynka nie miała ochoty wdawać się w dyskusje z upartym człowiekiem. Podniosła się i zrobiła kilka kroków w stronę Korytarza Drzew. W ostatnim momencie odwróciła się jeszcze do dziewczyny.
- Favnette będzie na polanie. Zawsze możesz do favnette przyjść.
 Oddaliła się, nie odwracając już więcej wzroku od celu, jakim był dom.

(Terrwyn?)

niedziela, 15 marca 2015

Opowiadanie Terrwyn - "Myszy i inne jelenie"

(Te opowiadanie jest kontynuacją opowiadania Eileen)

 Słońce powoli wschodziło nad Doliną, zalewając krajobraz swym ciepłym światłem, płynnym złotem. Ciemnowłosa dziewczyna wsunęła się głębiej w posłanie, chcąc za wszelką cenę uniknąć spotkania wzroku z ostrymi promieniami. Gdy jeden z nich delikatnie połaskotał ją po nosie, prychnęła z frustracją i ziewnęła. Rzuciła pobieżnie okiem na derki porozrzucane dookoła, przeciągnęła się i ponownie upadła na skóry, oddając się błogiemu snu.
 Usłyszała miękkie kroki zbliżające się powoli do jej posłania, lecz była już zbyt leniwa, by ponownie się podnieść, powiedziała sobie w myślach: "To pewnie pies. Albo jeleń czy inna mysz, albo chuj wie co. Nieważne, niech sobie chodzi, ale lepiej nie próbuje mnie obudzić".
 Gdy lodowata woda spłynęła jej po twarzy i ciele, przyklejając ubrania do ciała, poczuła, jak wraca do niej świadomość. Krzyknęła zaskoczona, poderwała się na równe nogi i rzuciła całkiem bogatą wiązanką przekleństw. Na jej poliki wypełzły buraczane plamy rumieńców. Ciężko było stwierdzić, czy były one wywołane wstydem, czy wściekłością. W jej oczach zapłonęły czerwone płomienie i zaczęły wypalać mentalną dziurę w duszy sprawcy. Okazała się nim błękitnooka blondynka, znana w bandzie jako Włócznia.
- Blizna, Matka polecił mi przekazać, że na ciebie czeka - rzuciła znudzonym głosem kobieta. Miała cały czas ten niezmienny, spokojny wyraz twarzy. Szkarłatnooka zaczerwieniła się jeszcze mocniej na dźwięk swojego przezwiska. Tutaj, w bandzie, każdy otrzymywał ksywkę, przywódca miał do nich sentyment. Nie zawsze zadowalały one członków drużyny, a większość z nich była obiektem nieudanych żartów. Ale tak już było.
- Czego znowu chce? Mam lepsze rzeczy do roboty niż niańczenie dzieciaków, które wyglądają jakby wyciągnął je prosto z pola ziemniaków. Drugim razem nie dam się tak nabrać. Poza tym, mówiłam, żebyście przestali mnie tak nazywać. I po co to pieprzone wiadro? Czemu sam tu nie przyjdzie? Głupi, stary śmieć...
- Kazał też powiedzieć, że czeka od dwóch godzin - odrzekła blondynka z przekąsem, unosząc brwi w wyrazie poirytowania. Ciemnowłosa przerwała i spojrzała na nią zszokowana. Odwróciła się na pięcie, sięgnęła po swój płaszcz i szybkim krokiem ruszyła w stronę centrum obozowiska.
 Przywódcę zastała przy ognisku, obgryzającego dzicze udo. Przeżuwając, spojrzał na nią przelotnie, uśmiechnął się i poklepał miejsce obok siebie, dając jej znać, by usiadła przy nim.
- Cze, szefie! - bąknęła na powitanie, kucając obok potężnego, brodatego mężczyzny.- Jak zdrówko?
- Ach, Blizno, jak zwykle w czasie, pewnie dowiedziałaś się już, czego od ciebie chcę? - odpowiedział jej, rzucając obgryzioną do czysta kość w płomienie. Zawsze uwielbiał utrzymywać swoich ludzi w niepewności. Wiedział, że ona nic nie wiedziała. Mimo to musiał ją dręczyć.
- Nie przypominam sobie... - odpowiedziała poirytowana kiepskim humorem starca... A raczej jego brakiem - Od razu mówię, że nie będę...
- Wiesz pewnie, że Szept ostatnio się nam rozchorował, prawda? Ktoś musi przejąć jego wartę na wschodnim szlaku i pomyślałem sobie, że dobrze zrobię, wybierając ciebie. Mówiłem ci już kiedyś o wschodnim trakcie?
- Tiaa...- rzekła dziewczyna, niezbyt pewna pomysłu wodza - Aaa... muszę? Czemu nie mogę raz mieć wyboru? Nigdy nie mogę zdecydować o tym czy chcę coś robić, czy nie - Naburmuszyła się, nadymając policzki niczym pięciolatka.
- Nikt go tutaj nie ma, a my sami w większości nie zdecydowaliśmy się na takie życie, pamiętaj. A teraz idź już. Przydzieliłem ci małą grupkę, czekają na tyłach.
- Tak jest! - Zasalutowała energicznie i odeszła jak najdalej od wzroku mężczyzny.

~*~

 Minęły trzy godziny odkąd dostali się na miejsce. Terrwyn siedziała na gałęzi drzewa, popijając z butelki stare piwo.
- Tak, tak, stary kutasie, "wschodni szlak jest szczególnie niebezpieczny, poruszają się tamtędy tylko najbardziej zdesperowani kupcy, a najbardziej zdesperowani zazwyczaj przewożą najcenniejszy towar"- zacytowała piskliwym, prześmiewczym głosem- Pieprzenie, gówno prawda. Tędy nikt nie przejeżdża. Tu nic nie ma! W chuja mnie zrobiłeś, i tyle. Pierdolę to, jeszcze muszę pić te szczyny... - Pociągnęła jeszcze jeden łyk paskudnego w smaku trunku, beknęła przeciągle i rozbiła szklane naczynie, rzucając nim o najbliższe drzewo. Już miała zamknąć oczy i odpłynąć w sen, gdy usłyszała krzyk.
- Ej, Bliznowata! - Rozpoznała głos Kosy, młodego, czarnowłosego chłopaka, który został przydzielony do jej grupy - Nie śpij, stary barbarzyńco, ruszaj swoje dupsko na dół!
- Jeb się. Nie ruszę się stąd, pomarszczony fiucie - odrzekła nieprzyjemnym tonem, nawet na niego nie spoglądając. Młodzieniec już miał otworzyć usta, by odgryźć się, gdy usłyszała nieznany jej dotąd głos. Zeskoczyła z gałęzi, podbiegła do miejsca, w którym leżał jeden z jej mieczy. Chwyciła go w jedną dłoń i uradowana pobiegła w celu odnalezienia centrum dziwnego dźwięku i zamieszania.
"W końcu się udało! Tak! Do chuja, ktoś się złapał i to jeszcze obcokrajowiec!" -  Pomyślała sobie, po czym na jej twarzy zagościł obrzydliwie zły uśmiech. Wyskoczyła zza krzaków po to, by zobaczyć członków drużyny otaczających lekko przerażoną i nieświadomą tego gdzie właściwie się znajduje istotkę. Wyglądała jak śliczna niewiasta, poza szczegółem, że jej tułów był zwierzęcy, najprawdopodobniej jeleni, a spomiędzy jej bujnych, złotych włosów wyrastało poroże. Jednak to nie ujmowało jej urody w żadnym wypadku. Klatka piersiowa dziewczyny była naga, a jej sutki przysłonięte były przez skręcone, niesforne kosmyki. Istota rzekła coś w swoim dziwnym języku. Na początku czerwonooka przypatrywała się jej z zaciekawieniem, lecz zadowolenie spełzło z jej twarzy gdy zdała sobie sprawę, że kobieta-jeleń nic przy sobie nie ma. Zaklęła w myślach ze zrezygnowaną miną. Rozległy się komentarze.
- Co ona pieprzy? Co z nią nie tak?
- Co to w ogóle jest?
- Nieważne... Wygląda jak kobieta, na pewno jakoś da się to wychędożyć! - strzelił pewny siebie Kosa.
- To zależy, czy nadal będziesz miał czym to chędożyć - odpowiedziała mu z przekąsem Terrwyn. Myśl o gwałcie na niewinnej dziewczynie napawała ją obrzydzeniem.
- Jak się nazywasz? Dasz radę powiedzieć coś po... ludzku? Jesteś pewna, że nic cennego przy sobie nie masz?
- Och! Tyrosyżeczę umijem...- odrzekło niepewnie stworzenie, tym samym pokazując bardzo fatalną wymowę - Nyazywam siję Eileen. Pyryżeprasyżam, chyba zygubiłam siję. W sunmie to szałm narzwywać torchę skałdników. Hmm...- Zamyśliła się, po czym schyliła, by zerwać najbliższy kwiatek -Pyrosyżę! - Z radosnym uśmiechem na twarzy podała go ciemnowłosej. Ta uniosła brwi i z poirytowaniem popatrzyła na faunicę. 
- A na co mi ten chwast? Nie masz złota? Ych... Wiedziałam, że tak będzie, gówno mnie obchodzi co zrobicie, ja stąd idę. Do widzenia! Możecie pozdrowić ode mnie Matkę środkowym palcem. Co się patrzysz, koniowata? Wracaj do swojego domu, gdziekolwiek, a chuj tam! - Wypaliła sfrustrowana Terrwyn. Zebrała swoje rzeczy z ziemi i ruszyła w drogę powrotną, zostawiając wszystkich za sobą. "I chuj", pomyślała "Raz sobie pośpię w lesie, jak się uda to może coś mnie zajebie i nie będę musiała więcej oglądać ich paskudnych gęb".

(Eileen, chcesz dokończyć?)

Nowa postać - Norraha


Imię: Norraha
Płeć: Kobieta
Rasa: Półelf (mieszanka człowieka i Elfa Księżycowego. Wyglądem jest zbliżona do elfa, lecz jej charakter i wrodzone umiejętności są wynikiem fuzji obu ras)
Wiek: 18 lat
Charakter:  Wychowana przez swych rodziców, przez dwie odmienne rasy, nauczyła się, że nigdy nie będzie pasować do żadnej z nich - ani do elfów, ani do ludzi.
Pomimo wszystko uwielbia towarzystwo centaurów. Jako dziecko rzadko widywała swoje kuzynostwo, pokochała więc kontakt z innymi rasami. Norraha jest bardzo uprzejma i miła, a elfia duma całkowicie u niej zanikła.
Za swą najlepszą cechę uważa swoją dobroć, często słyszy także, że jest mądra i uczynna.
Walczy tylko w ostateczności, bo potrafi zachować zimną krew nawet w najgorszych warunkach. Ten spokój odziedziczyła po matce. Ojciec pozostawił jej upartość i zdecydowanie - jeśli ta dziewczyna coś postanowi, to nie podlega to dyskusji. Na próżno szukać u niej cech takich jak chamstwo, rasizm i brak akceptacji - jest bardzo kulturalna i tolerancyjna. Kocha zwierzęta, w szczególności konie. Niestety, jest bardzo poważna i rzadko żartuje. W sztuce wojennej bywa strategiem, dalekosiężnym łucznikiem oraz - niekiedy - lekarzem. Jej taktyka jeszcze nigdy nie zawiodła, a oko nie chybiło. To ciężki przeciwnik.
Umiejętności:

- Łucznictwo -
Umiejętność, której Norraha nauczyła się już za dziecka. Opanowana do perfekcji, nic nie umknie jej sokolemu oku. Dzięki temu zdobywa pożywienie, polując na zwierzynę.

- Jazda konna -
bojowa i rekreacyjna
Jej ojciec uznał, że powinna nauczyć się jeździć, mimo, że jej matka była temu przeciwna i żywiła pewną niechęć do koni. Dziewczyna od razu to pokochała i ani razu nie żałowała. Często jeździ na swym wiernym wierzchowcu - Ciemnogrzywym.

- Magia przywracania, alchemia -
Obu czynności nauczyła jej matka, mając nadzieję, że chociaż raz pomogą jej w walce. Zwykle nie pomaga sobie, częściej leczy swych towarzyszy. Jeszcze nigdy nie użyła alchemii w złym celu, choć było kilka istot, które ją do tego namawiały.

- Magia zniszczenia -
Sztuka, którą nauczyły jej słoneczne elfy napotkane podczas jej podróży. Rzadko jej używa, a jeśli już, to korzysta jedynie z podstaw - wody i ognia.

- Broń biała -
sztylety
Używa wyłącznie małych ostrzy, w dodatku rzadko. Jest początkująca i raczej nie zamierza kształcić się w tym kierunku.

Relacje: Na razie nikogo nie zna, ale szybko zawiązuje nowe związki i ma nadzieję na kilka nowych przyjaźni w związku ze zmianą środowiska.
Rodzina: Jej rodzice, Echnar i Ternar, nie żyją. Dziewczyna nie ma rodzeństwa, lecz uznaje swojego wierzchowca za członka rodziny, jak i przyjaciela.
Partner: Nie posiada. Liczy na to, że pozna jakiegoś interesującego centaura, fauna lub elfa, z którym mogłaby stworzyć stały związek.
Historia: Jej historia nie jest dramatyczna lub łamiąca serce, ale może to nawet lepiej. Jest pół-człowiekiem, pół-elfem, lecz jest obca dla obu ras, z wzajemnością.
Unika zarówno ludzi, jak i elfów. Znacznie bardziej woli towarzystwo innych stworzeń, takich jak nimfy lub centaury. Jej rodzice zajmowali się nią przez pierwsze dziewięć lat jej życia, później zaczęli powoli ją ignorować. Ich śmierć nie zrobiła na niej żadnego wrażenia. Pomyślała, że każdy umiera, że to normalne. Zostawiła swój dom i wyruszyła w bezcelową podróż, niemal tułaczkę. Trwa w niej już ponad osiem lat, teraz ma nadzieję wreszcie osiąść na miejscu.
Właściciel: nati2587 (howrse) urbanska08@gmail.com (e-mail)
Ciekawostki:
- Jej imię w języku celtyckim oznacza "honor" lub "kogoś honorowego" -
- Boi się dwóch rzeczy: publicznego upokorzenia i pająków -
- Wielu może uważać to za coś dziwnego, lecz Norraha woli mieszkać ze swoim koniem i mieć go blisko siebie. Czuje się wtedy bezpieczniejsza -

piątek, 13 marca 2015

Opowiadanie Eileen - "Do lasu nie wybieraj się samemu"

 Ta ogromna, płonąca kula znów wzeszła na niebo. Rzucane przez nią promienie rozlały się delikatnie po wszystkich widzialnych przedmiotach, roślinach i stworzeniach, wypełniając świat ciepłem i rozjaśniając każdy cień. Właśnie tak rozpoczął się kolejny poranek w Dolinie Naerne.
 Młoda istota przypominająca centaura o tułowiu sarny... lub kozy powoli otworzyła oczy. Podparła się na rękach i podniosła swą ludzką część ciała ze stolika, na którym spała. Jej parzystokopytny tułów zareagował energicznie i już po chwili dziewczyna stała na równych nogach. Otrzepała racice z wszechobecnej słomy, potargała swoje i tak już zmierzwione włosy i rozejrzała się.
 Tak jak przewidywała, w chatce od wczoraj nic a nic się nie zmieniło. To oznaczało, że panował tu okropny bałagan. Jedynym miejscem pozbawionym zbędnych szpargałów był stolik, bo podczas snu zrzuciła ona z niego wszystko, co można było zrzucić. Westchnęła i schyliła się, by podnieść z ziemi wszystkie liście naniesione w nocy przez wiatr. Starła też kurz z kilku drewnianych szafek, wrzuciła szczapy do ogniska i przestawiła nad nie rożen. Po kilku minutach tańcowania z miotłą chatka mogła być uznana za względne miejsce zamieszkania istoty rozumnej.
 Dziewczyna wyszła ze swojego domu, dumna z dobrze wykonanej pracy. Wzięła głęboki oddech, smakując świeżego, wiosennego powietrza, które aż napawało chęcią życia. Zgarnęła długą dzidę opartą o frontową ścianę chaty i pobiegła nad swe ulubione miejsce relaksu - półokrągły zakręt Małej Rzeki, który zahaczał o zamieszkiwaną przez stworzenie polanę.
 Wzdrygnęła się, gdy chłodny strumień zmoczył jej długie futro na kostkach. Nurt wkrótce przestał uciążliwie mrozić i kąpiel stała się przyjemna. Spojrzała pod nogi i dostrzegła mnóstwo przepływających obok ryb. Odwróciła dzidę ostrzem do dołu i zaczęła polować na te wodne istoty. Gdy skupiła się i przestała mącić wodę swoimi gwałtownymi ruchami, w końcu udało jej się nadziać rybę na kolec. Wyjęła ją z wody i delikatnie zsunęła na porastającą brzeg trawę.
 Rozpaliła miniaturowe ognisko tuż przy rzece. Wokół zbiornika rosło mnóstwo ziół i warzyw, pozbierała więc przydatne składniki i popędziła do swojej chaty po jakiś garnek. Gdy wreszcie miała gotowe wszystkie potrzebne elementy, przyrządziła zupę warzywno-rybną własnego przepisu. Po spróbowaniu uznała, że nie jest to najwykwintniejszy posiłek, lecz z pewnością bardzo smaczny. Wypiła duszkiem danie, które miało posmak rzecznego dna.
 Wbiegła w Korytarz Drzew, który przywitał ją szemraniem młodych liści i świergotem ptaków. Spod jej racic uciekł mały zając, kicając w popłochu w stronę zarośli. Dziewczyna śmiała się światu w twarz, rzucając wyzwanie kolejnemu samotnemu dniu. Chciała za wszelką cenę udowodnić życiu, że potrafi poradzić sobie sama. I pomimo, że z tygodnia na tydzień było to coraz trudniejsze, ona się nie poddawała i trwała dalej.
Leszy spacerował spokojnie gdzieś w południowej części lasu, a jego ciężkie kroki odbijały się donośnym echem wśród drzew. Dziewczyna uśmiechnęła się na widok tego potężnego, niebezpiecznego przyjaciela. Jaka szkoda, że nie potrafi mówić, pomyślała.
 Tego dnia postanowiła zwiedzić wschodnie tereny lasu. Zdziwiła się, gdy uświadomiła sobie, że praktycznie nigdy tam nie była. Nie zastanawiając się dłużej, powędrowała zarośniętą przez mech ścieżką starszą od niej. Po drodze zebrała wiele kwiatów, które znała jedynie z opisów matki. Ucieszyła się, bo na pewno jej się przydadzą.
 Nawet nie zauważyła, gdy weszła na teren jakiegoś obozowiska.
 Szczupła kobieta w skórzanej zbroi zeskoczyła z drzewa wprost na grubą gałąź tuż przed oczami stworzenia. Twarze obydwu dziewcząt znajdowały się na równej wysokości, pomimo, że jedna z nich kucała, a druga stała w pełni wyprostowana. Przy pasie wojowniczki błyszczał naostrzony, stary topór wojenny o przetartej rękojeści.
- Nie znam cię - odezwała się, wlepiając w dziewczynę swoje zimne, błękitne oczy - Kim jesteś?
- 'Kha mavu favnette - powiedziała odruchowo po fauniemu, drżąc w duchu - 'Kha liuk mivve tearr sesh se. Bevv, nu kuerre e favnette.
 Barczysty, wysoki mężczyzna w stalowej zbroi wyrósł znikąd.
- Co ona pieprzy? - zmarszczył brwi - Nie umie po ludzku, dzikuska.
 Trzeci głos wdarł się w jej uszy jak bolesne ukłucie sztyletu.
- Nie mam pojęcia - szkarłatnooka dziewczyna w jej wieku uśmiechała się do niej, lecz nie był to przyjazny uśmiech - Jaka ciekawa istota...

<Terrwyn, odpisz mi :)>

Nowa postać - Terrwyn



Imię: Terrwyn
Płeć: Kobieta
Rasa: Człowiek
Wiek: 17 lat
Charakter: Terrwyn wychowała się w otoczeniu kryminalistów i przestępców, więc nie wie co to maniery. Posługuje się paskudnym słownictwem, bywa zgryźliwa, a język ma cięty niczym u starego krasnoluda. Lubi szydzić z egoistów i podważać ich pewność siebie. Arogancja zamożniejszych ludzi brzydzi ją, dlatego nie sprawia jej problemu mordowanie ich z zimną krwią, mało tego czuje się z siebie wtedy zadowolona i dumna. Ma skłonności do sadyzmu, cechuje się wyjątkową brutalnością wobec ludzi,którzy szukają u niej zaczepki. Jej żarty bywają niesmaczne i sprośne, nie ma wyczucia taktu. Można by wręcz uznać, że zachowuje się jak stary barbarzyńca, a jest przecież tylko młodą dziewką. Zawiść nie pozwala jej odpuszczać w zemście. Mimo,że może nie są to zbyt zachęcające do niej cechy,ma też wrażliwszą stronę. Bardzo lubi się śmiać, a ponadto czuje w sobie potrzebę chronienia słabszych. Dźwięk fletu lub lutni jest dla niej ukojeniem, może spędzić połowę dnia wsłuchując się w ich spokojne brzmienie. Jest lojalna i wierna wobec najbliższych jej osób, jest w stanie nawet oddać za nie życie.
Umiejętności:

- Broń biała -
miecze i sztylety
Życie w niebezpiecznym środowisku zmusiło dziewczynę do uciekania się po brutalne metody samoobrony. Używa dwóch długich ostrzy, którymi walkę opanowała do poziomu bliskiego ekspertowi. Nauczyła się nimi nawet odbijać mniejsze pociski. Jej styl walki opiera się na szybkich obrotach i półobrotach, zapewniając efektowny rozbryzg krwi. Sztyletów używa jedynie do rzucania w przeciwnika, gdyż walka tak małą i lekką bronią sprawia jej problem.

- Łucznictwo -
Terrwyn nauczyła się strzelać od bandytów z lasu, była to czynność konieczna, aby zdobyć pożywienie dla większej grupy.Trafi do bliższej zwierzyny, ale jej poziom w tej dziedzinie nie jest zaawansowany, wręcz przeciwnie - nowicjuszowski.

- Wspinaczka -
Przydatna zabójcom i złodziejom umiejętność, znacznie ułatwiająca ucieczkę. Skakanie ze skalnych półek i z dachu na dach, zwisanie na gzymsach oraz możliwość wspięcia się na najwyższe budynki w celu rozpoznania otoczenia nie są dla dziewczyny żadnym problemem. Zdolność uratowała jej życie wiele razy, choć podczas nauki wielokrotnie wisiała ona na krawędzi życia i śmierci. Świetnie radzi sobie w terenie i ma dobry zmysł orientacji.

- Skradanie -
Podstawowa umiejętność, którą musi opanować każdy młody przestępca, inaczej straci rękę podczas wykonywania roboty. Terrwyn jest w stanie znaleźć schronienie w każdym cieniu, a jej miękkie, kocie ruchy są niesłyszalne dla większości ofiar.

- Walka wręcz -
Dobrze paruje ciosy, umie robić szybkie uniki i zmyłki, zadaje rzadkie, ale bardzo silne uderzenia.

Historia: Terrwyn urodziła się na jednej z ulic wielkiego miasta Dorrmahkaar. Bez matki, która porzuciła ją po nie więcej niż dwóch latach od porodu, wychowywała się wśród biedoty i brudu. W końcu podbierane ze śmietników resztki przestały wystarczać jej by przeżyć i nie miała jak zadbać o swoją higienę. W tym krytycznym stanie odnalazł pięciolatkę młody księżycowy elf, Rydder. To on nadał dziecku, które nie znało swoich rodziców ani pochodzenia, imię. Okazał się on jednym z najbardziej poszukiwanych w mieście kryminalistów, był znanym złodziejem i płatnym mordercą. Zmywszy z siebie plugastwo i ściąwszy zawszawione, skołtunione włosy, Terrwyn rozpoczęła całkiem nowe życie z nowym mianem,w nieznanym jej wcześniej świecie bezprawia. Rydder zaczął szkolić ją w swoim "fachu", aby później mieć z niej pożytek w trakcie własnych zleceń, lecz także by potrafiła się obronić. Nawiązała się między nimi braterska więź. Dziewczynka podziwiała swojego opiekuna, zależało jej na jego uwadze i  zawsze starała się zaimponować mu, nie zawsze z oczekiwanym efektem. Z kolei elf doświadczył dzięki niej obcego dotąd uczucia, bezpieczeństwo podopiecznej było dla  niego priorytetem, w obronie "młodszej siostrzyczki" był w stanie rozpętać krwawą bitwę. Upłynęło tak 10 lat, a oboje stali się parą najbardziej poszukiwanych przestępców w Dorrmahkaar. Ich ostatnia wspólna misja zakończyła się porażką. Rydder zginął przeszyty strzałą strażnika próbując bronić Terrwyn, a zrozpaczona, ranna dziewczyna została wrzucona do lochów, gdzie miała oczekiwać na swój proces, a w końcu pewną egzekucję. Cierpiała, gdyż nie opatrzono cięcia na jej prawym policzku, ani tego przechodzącego przez jej klatkę piersiową. Odurzona narkotykiem spędziła leżąc cztery dni. Udało jej się uciec z więzienia, gdy strażnicy urządzili sobie popijawę i usnęli. Wydostała się za mury i biegła tak długo,aż dotarła na skraj Lasu Wysokich Pni, gdzie padła z wycieńczenia. Zabrała ją stamtąd do swojego obozu grupka bandytów-banitów, która zgodziła się przyjąć ją w swoje szeregi. Spędza teraz swoje dni na polowaniu zwierzyny, okradaniu kupieckich karawan na niebezpiecznych traktach, oraz zabijaniu ghuli i strzyg zagrażających w nocy.
Właściciel: baymir@op.pl (e-mail) xXWhiteFalconXx (howrse)
Ciekawostki:
- Imię Terrwyn oznacza mniej więcej "córka nikogo" -
- Dziewczyna z reguły jest dzielna i nieustraszona, lecz ucieka na widok małego pająka. Cierpi na arachnofobię i nienawidzi tych stworzeń -
- Jej piersi są tak małe, a postura tak umięśniona, że gdy nosi kaptur lub hełm, to można ją wziąć za mężczyznę. Na szczęście Terrwyn nie przebywa prawie wcale w otoczeniu kobiet, nie przyprawia jej to więc o kompleksy -